Spojrzenie na różniste rozmaitości, trzymając się zasady aurea mediocritas

piątek, 6 lipca 2012

Mark Morgan

Planescape: Torment. Gra legenda. Sam będąc zapalonym graczem, przeszedłem ją kilka razy, i za każdym z nich-byłem pod wrażeniem. Nie, to za małe słowo. Byłem rozłożony na łopatki. Nie wszyscy jednak wiedzą o co dokładnie chodzi więc troszkę wyjaśnień: jest to gra cRPG, stworzona przez bioware i blackisle, wydana przez interplay w roku 1999. Opowiada historię człowieka, który pewnego dnia obudził się na katafalku w kostnicy. I nic nie pamięta. Zadaniem gracza jest odnalezienie zaginionej tożsamości, i dowiedzenie się, dlaczego chłodny oddech śmierci nie spoczywa na protagoniście.
Ciekawy koncept, podbarwiony MASĄ dialogów, świeżych pomysłów, niesamowitym światem-tak innym od znanych nam na przykład z Baldur's Gate zapomnianych krain. Wszystko dopełniają niezwykli towarzysze, którzy będą nam pomagać w naszej wędrówce (m.in. latająca czaszka, żywa zbroja, robot o własnej świadomości, płonący żywym ogniem mag). Wędrówce o tyle ciekawej, że przez cały czas jesteśmy bombardowani miodem wylewającym się z ekranu. Gra wciąga niemożebnie i bardzo chcemy wiedzieć więcej i więcej, aby w końcu rozwikłać ową tajemnicę.
Gra nie osiągnęła komercyjnego sukcesu. Prawdopodobnie ze względu na fakt, iż była bardzo "dorosła". I nie chodzi mi tu o wulgaryzmy, sceny seksu czy przemocy. Podejmowała ona bardzo poważny temat-śmierć, jej sens, przygotowanie do niej, oraz rzeczy czy też wydarzenia, emocje, które zmieniają naturę człowieka. Nie każdy był w stanie przebrnąć przez tak dojrzałe tematy. Dodatkowo, postawiono raczej na historię, fabułę, dialogi i zdarzenia-a walka była tylko dodatkowym elementem, i właściwie każdej można było uniknąć dobrze prowadząc rozmowę. Nieprzyzwyczajeni do tego gracze, nauczeni przykładem np. gry Icewind Dale (gdzie rozmawia się toporem), nie dawali Tormentowi drugiej szansy, i nudzili się nim bardzo szybko. Jednak dla wytrwałych, tytuł ten, oferował niesamowitą podróż, w trakcie której mogli się dowiedzieć wiele o sobie samych. 

Fallout (1 i 2). Kolejne niesamowite tytuły. Również wykute w kuźni blackisle i wydane przez interplay. Z zupełnie nowym, autorskim systemem S.P.E.C.I.A.L. Gry cRPG, pokazujące nam zgoła inną historię, i osadzone w zupełnie innym świecie. Postnuklearnej rzeczywistości. Gdzie resztki ocalałych ledwo wiążą koniec z końcem, a radioaktywna pustynia, jest ich nowym domem. Ludzkość przygotowała się jednak na zagładę atomową-zbudowano sieć schronów. Ich zadaniem było zmieścić ludzi, którzy po rozbłysku nuklearnej iskry skrzesanej rękami ich pobratymców, mieli zmienić niebezpieczne pustkowie w prosperującą krainę. W jednym z tych schronów mieszkasz Ty-i zostajesz wysłany na powierzchnię, aby odnaleźć część uzdatniającą wodę do spożycia (taka sama w schronie uległa awarii). A to dopiero początek kłopotów! Tak zaczyna się pierwsza część sagi, która zmieniła oblicze gier. Druga część opowiada o wysłanniku z wioski, założonej przez bohatera pierwszej części. Ma on uratować swoje ginące plemię przed zagładą, poprzez odnalezienia GECK'a-urządzenia będącego w stanie oczyścić środowisko i zmienić je w możliwe do osiedlenia się. Oboje z bohaterów przeżyją na własnej skórze co znaczy ludzka nienawiść, chciwość, ale również przyjaźń i chęć pomocy zdrożonym wędrowcom na szlaku. A przy okazji odkryją parę faktów, które nigdy miały nie być naświetlone. 
Oba Fallout'y to gry bezsprzecznie dla dorosłych. Zarówno tematyka jak i setting całej przygody są niezwykle mroczne, pełne narkotyków, przemocy, hazardu i prostytucji. Dokładając do tego przemyślany scenariusz, naprawdę dobrze ułożony, turowy gameplay, inteligentne dialogi-czasem śmieszne, czasem przerażające-mamy murowany hit. Gry które do dziś działają w świadomości graczy, i ciężko znaleźć osobę minimalnie zorientowaną w temacie komputerowej rozgrywki, które nie wiedzą co to Fallout.

Ale czemu ja o tym piszę? I kim jest ów Mark Morgan, którego imieniem i nazwiskiem nazwałem post? Jest to kompozytor który stworzył muzykę do obu produkcji. Gdyby nie on, obie gry straciłyby 50% klimatu. Muzyka do Tormenta jest mroczna, ale i piękna. To industrialny ambient, niezwykle pomysłowy, z bardzo ciekawymi motywami, i melodiami które koją ale i trzymają w napięciu. Każda postać ma swój utwór. Nasz bohater-bardzo bliski motywowi głównemu. Morte-latająca czaszka-wesoły, śmieszny zaskakująco inny od reszty mrocznego setu (wszak Morte to jeden z najbardziej wygadanych i inteligentnych, towarzyszy o dowcipie ostrym jak brzytwa). Podczas rozmowy z Dak'konem (wojownikiem i filozofem), słyszymy melodię z orientalnymi motywami, a spotkanie z Nie-sławą, demoniczną kapłanką która w imię dobra zdradziła swoją rasę, koi nasze uszy lekką i przyjemną, choć nieco smutną i melancholijną propozycją Marka Morgana. Wszystko jest dograne w 100%, i już soundtrack sprawia, że przeczuwamy co się zaraz stanie. W niektórych miejscach monumentalny, i zdradzający ważny moment fabuły, w innych-lekko usypiający-jak spotkanie w tawernie, innym razem denerwujący-jak przeciskanie się w jazgoczącym tłumie na targowisku. Muzyka piękna ale i trzymająca w napięciu
Jeśli chodzi o fallout-to tu mamy utwory bardzo podobne w stylu, ale inne jeśli chodzi o umiejscowienie. Chodząc po pustyni usłyszymy motywy plemienne, grane na bębnach-jeśli mamy samochód, słyszymy muzykę która nas uspokaja, a gitarowy motyw sprawia że czujemy się dużo pewniej, zamknięci w pojeździe przecinającym radioaktywne pustkowia. W miastach takich jak New Reno - mieście bezprawia- soundtrack niepokoi, i jest jakby żywcem wyjęty z gangsterskiego filmu, i co chwila ledwo słyszalne są strzały i jęk oraz przesypywane monety. Katedra sekty uczniów apokalipsy, wita nas niepokojącym motywem, pełnym bijących dzwonów, chórów, ale i sypiącego się piasku-wszechobecnego w tym niebezpiecznym świecie. Targowisko w New California Republic, ma tak dobraną muzykę, że mógłbym ją puścić na targu warzywnym na placu w Wieliczce-i też idealnie by pasowała.W starych i opuszczonych bazach wojskowych jest bardzo oszczędna, i przez to idealnie hipnotyzuje i buduje napięcie. A gdy schodzimy do podziemi, motyw muzyczny sprawia, że każde wyjście za róg, przyprawia nas o szybsze bicie serca. 

Mark Morgan stworzył arcydzieła, godne obu tych wspaniałych-choć zupełnie innych gier. I mimo że znam je prawie na pamięć-to czasem z sentymentu odpalam je na nowo, żeby znów zagłębić się w te niezwykłe ale i zdradliwe i niebezpieczne światy. A oba soundtracki, mają swoje miejsce w mojej kolekcji płyt.

P.S. Oba soundtracki zostały udostępnione przez autora do ściągnięcia, zupełnie legalnie-i za darmo. Podam wam linki do nich, a także do stron na których znajdziecie więcej informacji o samych grach:

Muzyka z Planescape: Torment:
Portal o grze:
Vault Archives-muzyka z Fallout 1 i 2:
Portal o falloutach:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz