Spojrzenie na różniste rozmaitości, trzymając się zasady aurea mediocritas

piątek, 13 lipca 2012

Kto chce żyć wiecznie?

Nie znam nikogo, kto nie kojarzy przynajmniej z nazwy zespołu Queen. Nikogo. Nie ma takich ludzi. Kwartet założony w Londynie dokonał rzeczy niebywałej. Ci ludzie sprawili, że każdy człowiek, który miał jakikolwiek kontakt z muzyką rozrywkową "skądś kojarzy" ich zespół. Kto może się pochwalić takim dokonaniem? Nie będę tu pisał ich biografii. Nie będę się starał być akademicko dokładny. Napiszę raczej skąd się w moim życiu wzięli. I dlaczego myślę, że są jednym z najwspanialszych zjawisk muzycznych jakie kiedykolwiek miały miejsce na naszym łez padole. O ile nie zjawiskiem najwspanialszym.



Wszystko zaczęło się sporo lat temu. Słuchałem wtedy dużo radia wieczorami, z mojego walkmana. I, której bym stacji nie zarzucił-zawsze grano coś z ich repertuaru. Lubiłem te piosenki, choć mnie to trochę dziwiło. A że zbliżał się jakoś grudzień, napisałem list do Świętego Mikołaja-żeby przyniósł mi jakąś płytę zespołu Queen, o ile na nią zasługuję. Wprawiłem go nieco w zakłopotanie-bo płyt chłopaki wydali dużo. Trafiło na kolekcję klasyków: "Queen greatest hits: The Platinum Collection". Rozpakowałem pudełko, i moim oczom ukazały się trzy kompakty. Na każdym było kilkanaście piosenek. Każdy reprezentował inny okres ich twórczości. Wrzuciłem to do wieży i...

Boże.

Myślę, że to był punkt zwrotny w moim postrzeganiu muzyki jako takiej. Wcześniej człowiek słuchał radia, jakiegoś hip hopu, techno, ogólnie tego co było na czasie. I czego słuchali wszyscy. Kiedy usłyszałem jednak pierwsze takty Bohemian Rhapsody... To był inny świat. Coś zupełnie odmiennego, i niezwykłego. Zacząłem czytać masę artykułów na ich temat. I dowiedziałem się, że nie dość, że tworzyli piękną muzykę, to jeszcze byli jednym z najbardziej barwnych zespołów w ogóle. Brian May, John Deacon, Roger Taylor no i Freddie Mercury. Ludzie, którzy jak dla mnie, podnieśli poprzeczkę, ustawioną przez Beatlesów. A chłopaki z Liverpool'u postawili ją bardzo wysoko. Każdy z nich był wyjątkowy, wszyscy mieli przed sobą wspaniałe kariery, naukowe czy zawodowe-rzucili to w imię muzyki, i postanowili, że to co będą robić, ma być tak dobre o ile nie lepsze od tego co pozostawili. Skąd nazwa? Freddie rzucił taki pomysł, powiedział że lubi otaczać się tym co królewskie. Każda płyta była osiągnięciem, zarówno komercyjnym jak i artystycznym (te pierwsze może nie do końca się dobrze sprzedały-ale początki są zawsze trudne). Grali tyle różnych gatunków, że ciężko ich sklasyfikować. Przyczynili się do rozwoju rocka ale i popu. Wszystkim tym którzy uważają, że pop to dziadostwo-polecam posłuchanie np. płyty "A kind of magic". Muzyka nie dzieli się na gatunki. Jest po prostu dobra albo zła. Queen zawsze grali dobrze. 

Czemu? Bo każdy miał swoje miejsce, i mimo tego, że Freddie wysunął się szybko na pozycję frontmana-uważał do końca, że każdy w zespole jest równy. Poza tym, były to 4 genialne muzycznie głowy. I każdy miał w zespole coś do zaoferowania, oraz masę pomysłów. W ogóle, z Queen związanych jest tyle ciekawostek, że nie dałbym rady ich wszystkich opisać. A to że gitara May'a jest zrobiona z kominka. A to, że Freddie pochodzi oryginalnie z Zanzibaru, i był zaratusztrianinem. A to, że ich około 20-minutowy występ na festiwalu Live Aid jest uznawany za najlepszy koncert jaki kiedykolwiek miał miejsce. To że wokalista miał czterooktawowy głos, choć jak utrzymywał-nigdy nie uczył się śpiewać. Wszystko było w Queen zawsze dopięte na ostatni guzik, a poziom ich profesjonalizmu zaskakiwał wszystkich. Poza tym, Farrokh Bulsara znany jest z tego, że był jednym z największych utracjuszy w historii rocka. Wydawał astronomiczne sumy na organizację imprez. Poza tym, jak sam o sobie mówił, był seksualnym zwierzakiem. Zapraszał sobie na noce po kilku kochanków, i był nienasycony. Cóż, skończyło się to tragicznie. Jak wszyscy wiedzą, frontman Queen umarł z powodu AIDS. Jednak pracował do ostatnich chwil, a nagrany na łożu śmierci album "Innuendo" jest arcydziełem. I za te wspaniałe muzyczne momenty jestem skłonny mu wszystko wybaczyć, bo oprócz tych wszystkich ekscesów-był prawdziwym artystą. Królem życia. Kiedyś w wywiadzie Brian May powiedział bardzo kontrowersyjne słowa. Uważa bowiem, że chyba to dobrze że Freddie umarł właśnie wtedy. Bo on sobie nie wyobraża, tego człowieka na starość. I może coś w tym jest. Poza tym, śmierć wokalisty, otoczyła zespół legendą, która trwa do dziś. Równie legendarny był tak zwany Tribute Concert, w 1992 roku. Na który koledzy zmarłego Freddie'ego zaprosili masę artystów. 72 tysiące biletów rozeszło się w 2 godziny, mimo że ludzie nie wiedzieli nawet kto oprócz Queen zagra. Był to wspaniały happening, który miał na celu nie tylko uczczenie pamięci wielkiego wokalisty, ale także zbieranie pieniędzy na walkę z AIDS.

Niezliczone przeboje, wspaniałe albumy, niezwykłe koncerty, zapał twórczy i chęć tworzenia muzyki nawet pomimo nieuchronnie zbliżającego się końca. Myślę, że to właśnie ten zespół sprawił, że dziś słucham muzyki takiej a nie innej. A na koniec przytoczę słowa Freddiego gdy zapytano go czy uważa że jego muzyka przetrwa próbę czasu. Odpowiedział, że ma to w dupie-bo i tak już wtedy nie będzie żył. Może to i racja, ale nie zmienia to faktu, iż na dzień dzisiejszy (przynajmniej dla mnie), zespół ten pokrył się jako jeden z naprawdę niewielu złotem, platyną, drogocennymi kamieniami i purpurą. Godną Królowej.

http://www.youtube.com/watch?v=Aj2xE2mmxCg

P.S. Może post wydaje się dziwny, nie do końca ma jakiś konkretny kierunek, jest nieskładny. Ale pisałem go od serca, a ono się na takich rzeczach nie zna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz